Wywiad z o. bpem Edwardem Kawą OFMConv

Wywiad z o. bpem Edwardem Kawą OFMConv

Ewa Skuras, Prezes lokalnego Rycerstwa Niepokalanej przy naszej parafii:

Moim rozmówcą jest Jego Ekscelencja o. Bp. Edward Kawa OFMConv, Biskup Pomocniczy Rzymskokatolickiej Archidiecezji Lwowskiej, który przybył do naszej parafii głosić rekolekcje Wielkopostne.

Pokój i dobro! Drogi Ojcze Biskupie, masz polskie korzenie, chociaż urodziłeś się i mieszkasz na Ukrainie…

Bp. Edward Kawa:

Zawsze i wszędzie, odpowiadając na „Pokój i dobro”.

Tak, urodziłem się w polskiej rodzinie, chociaż dzisiaj jest to teren państwa Ukraińskiego. Jak się urodziłem, to był to teren Związku Radzieckiego, tuż przy granicy Polskiej. Urodziłem się w rodzinie polskiej, wierzącej, takiej tradycyjnej, katolickiej. Tam gdzie się urodziłem był czynny kościół, bo nie wszędzie było to możliwe. Był tam stały kapłan i parafia, w której, pomimo ograniczeń, były sprawowane sakramenty i było prowadzone duszpasterstwo. Moi rodzice pochodzą z dwóch polskich wiosek: Strzylcycka (skąd pochodzi mój tata) i z Lipników. Tak się składa, że działka, którą moi rodzice otrzymali, i na której się wybudowali, tuż przy miasteczku Mościcka, kiedyś należała do rodziny Nowakowskich, którzy wyjechali do Polski tuż po drugiej wojnie światowej. Jak się później okazało, dwaj franciszkanie z tej rodziny byli w tej samej prowincji, do której wstąpił najpierw mój o trzy lata starszy brat Stanisław, a później wstąpiłem ja. Można powiedzieć, że jest to opatrzność Boża, że z jednego miejsca były cztery powołania franciszkańskie. Na pewno miało to jakiś wpływ na moje powołanie franciszkańskie. Oprócz tego był św. pamięci brat Albert Dziedzic, który przyjeżdżał z Niepokalanowa. On pochodził z wioski sąsiedniej przez rzekę, wioski o nazwie Rzodkowice. On bardzo często przyjeżdżał; był taki zgarbiony. Ale zawsze jak opowiadał o Niepokalanowie i o Maksymilianie, to robił to z wielkim entuzjazmem. A takim decydującym już momentem, to myślę, że była jego śmierć w 1991 r.

Czcigodny Ojcze Biskupie, sakrę biskupią przyjąłeś 21 czerwca 2017 r. w Katedrze Lwowskiej, a głównym konsekratorem był Łaciński Metropolita Lwowski Abp. Mieczysław Mokrzycki. W swojej homilii, Arcybiskup zwrócił uwagę, że jako nowy Biskup Pomocniczy wpisujesz się drogi Ojcze w historię Archidiecezji Lwowskiej, jako piąty Biskup z rodziny franciszkańskiej…

Tak się składa, że nasza diecezja jest mocno związana z franciszkanami. Kiedy byłem przełożonym delegatury franciszkanów, zrobiłem dochodzenie. Okazuje się, że te tereny dzisiejszej Galicji, były powierzone przez stolicę Apostolską dwóm zakonom, czyli dominikanom i franciszkanom. Zwykle mieli klasztory w odległości średnio 30 km jeden od drugiego i po prostu te tereny ewangelizowali. Arcybiskupem, który przeniósł stolicę diecezji z Halicza do Lwowa był bł. Jakub; w tym samym czasie Biskupem Kijowa był Dominikanin Jacek. To było ok. 600 lat temu. Dlatego dla mnie to jest też pewien zaszczyt, że w pewien sposób kontynuuję tą tradycję, czy może realizuję plan Bożej opatrzności, że Pan Bóg tak sobie upatrzył i ten teren i zakon, który tam od początku był zakonem misyjnym, ale też na dzień dzisiejszy jest zakonem bardzo aktywnym i działającym na tamtym terenie.

Ojcze Biskupie, franciszkanie przygotowali dla Ciebie, swojego współbrata-biskupa, pierścień biskupi z relikwiami męczenników franciszkańskich z Peru, bł. Michała i Zbigniewa. Ich męczeńska śmierć wywarła wpływ na rozeznanie Twojego powołania, kiedy miałeś 17 lat…

O nie, to się zdarzyło nawet wcześniej. Ja miałem wtedy 13 lat. Oglądaliśmy wieczorem wiadomości i wtedy podano informację o morderstwie dwóch męczenników – Zbigniewa i Michała w Peru. Nawet nie wiedziałam dokładnie gdzie to jest, ale później jakoś się tak zainteresowałem. A jak miałem 17 lat i ukończyłem szkołę, to się zdecydowałem, że chciałbym tak jak oni wstąpić do tego samego zakonu i do tej samej prowincji i nie wiedziałem, że mój brat jest już u tych samych franciszkanów. Dopiero jak go odwiedzałem i byłem w rozmównicy, i tam na dole były takie tablice informacyjne właśnie o ich męczeństwie, zdjęcia z Pariacoto, z miejsca gdzie pracowali i gdzie zostali zamordowani. Wywarło to na mnie bardzo wielki wpływ i zostawiło w moim sercu pragnienie takiego męczeństwa. Chciałem gdzieś na misje wyjechać i cały czas jakoś o tych misjach myślałem. Chociaż nie czułem się taki pewny na 100%, że mam być w zakonie. Ale pomyślałem sobie „Panie Boże, jeśli to jest moje miejsce, to ja jestem do dyspozycji, a jeśli to nie jest moje miejsce – kiedy przyjęli mnie już do zakonu – to możesz mnie stąd wyrzucić i pójdę, i będę szukał innej drogi życia”. No i później mnie już „wyrzucili” tylko, że do posługi biskupiej.

Przeczytałam taką anegdotę, że Ojca brat o. Stanisław (franciszkanin) pytał, dlaczego akurat do franciszkanów, skoro po drugiej stronie są dominikanie a tam dalej są kapucyni czy jezuici.

On był nawet bardzo oburzony moim wyborem i próbował mnie przekonać na różne sposoby. Nawet jak już byliśmy razem i pogodził się z tym – byliśmy razem zaledwie 2 lata w Krakowie, bo ja po dwóch latach wyjechałem na studia do Petersburga – to też tak widziałem, że próbował jakoś kontrolować jak ja tam się czuję, czy dobrze, czy nie jestem za bardzo obciążony nauką. Ja tak czułem, że ta troska jest aż do przesady; dlatego też, gdy zdarzyła się okazja wyjazdu do Rosji, to chętnie się zgłosiłem. Ale on i tak pojechał tam zaraz za mną. Niby na urlop i praktykę do Kaługi i do Moskwy, ale też żeby sprawdzić gdzie jestem i w jakich warunkach mieszkam. On sam wyjechał też, tuż po święceniach, na 8 lat na misje do Uzbekistanu. Jest to kraj islamski i w habicie nie można chodzić, poza terenem klasztoru. Także mam też w rodzinie takie doświadczenie misyjne.

Zauważyłam, że Ojciec został powołany na Biskupa dekretem Papieża 13 maja, w rocznicę pierwszego objawienia fatimskiego; a Matka Boża w objawieniach fatimskich prosiła, że by modlić się o nawrócenie Rosji. Z tego co wiem, Ojciec chciał jechać na ziemie rosyjskie, ale otrzymał Ojciec Biskup przydział na Ukrainę…

Gdy byłem jeszcze na nowicjacie w Kalwarii Pacławskiej, przyjechał św. pamięci o. Hubert Lipiński, z prowincji gdańskiej, wówczas był Asystentem Generalnym. Miał wtedy dla nas wykład o zakonie i mówił o tym, że zakon rusza teraz z wielką misją do Rosji, także w kontekście objawień fatimskich, żeby też Rosjan ewangelizować; tak że gdyby ktoś z nas chciał, to jest taka możliwość. No i ja po tym całym wykładzie o. Huberta poszedłem do Magistra i zgłosiłem się, że jestem gotowy wyjeżdżać do Rosji. Magister oczywiście się oburzył i powiedział, że nie wiadomo czy ja w ogóle ukończę nowicjat, a ja już chcę wyjeżdżać. Powiedział, że na razie nie ma takiej możliwości i żebym wziął się do roboty, i za formację, a nie myślał o jakiś wyjazdach. No ale to w moim sercu ciągle krążyło, że powinienem; właśnie tak jak ci nasi męczennicy Zbyszek i Michał pojechali tam gdzieś do Ameryki Łacińskiej, to ja powinienem pojechać tutaj, gdzie jest może trochę bliżej, ale gdzie też jest wielka potrzeba takiej ewangelizacji. Chciałem do tej Rosji, i pojechałem tam właśnie w takim celu. Po drugim roku jeszcze raz się zgłosiłem i wtedy już Prowincjał wysłał mnie. Wówczas powiedział mi Prowincjał Stanisław Strojecki bardzo ciekawe słowa: „Możesz jechać tam, możesz skończyć studia i może wyjść tak, że przełożeni zadecydują, że masz wrócić do Polski czy pojechać na Ukrainę, czy jakiegoś innego kraju, dlatego proszę cię, abyś był gotowy do jakiejkolwiek decyzji przełożonych i do jakiejkolwiek woli Bożej. No i ja wtedy się zgodziłem, że jestem gotowy. Pojechałem tam, skończyłem studia i rzeczywiście stało się tak, że od razu po ukończeniu studiów dostałem naszą obediencję, czyli skierowanie do pracy, do Boryspola koło Kijowa na Ukrainie. No i tak po dziś dzień tam pracuję.

…a sakra biskupia miała miejsce w 100-lecie powstania Rycerstwa Niepokalanej i pierwszych objawień fatimskich.

Tego sobie nie zaplanowałem, ani tego, że to było 13 maja. Ani też tego, że było to dosłownie w odległości 3 km od mojego domu rodzinnego, bo to było w sanktuarium. W sanktuarium była koronacja figury Matki Bożej Fatimskiej. Na tej uroczystości byłem, bo było to wydarzenie dla całej Archidiecezji. No i właśnie pod koniec Mszy św. Nuncjusz Apostolski ogłosił, że Papież powołał mnie na Biskupa.

Ojcze Biskupie, w jednym z wywiadów jakiego udzieliłeś (portal Polonia Christiana – pch24.pl) zauważyłeś odnośnie pandemii koronawirusa, że poprzez to wydarzenie Bóg pokazał, jak powiedział Kard. Robert Sarah, kruchość człowieka, a zatem kruchość Kościoła. Jednak Bóg chce, abyśmy byli przygotowani na podobne sytuacje, ufając Mu i mając na sobie pełna zbroję Bożą (Ef 6). Co to dokładnie znaczy?

Kiedy rozpoczęła się rok temu ta cała pandemia, te różne ograniczenia, starałem się tak jakoś patrzeć na to – tak jak to teraz na tych rekolekcjach głoszę – patrzeć, oceniać i działać w tej sytuacji tak po Bożemu, a nie według tych wszystkich rozporządzeń. Bo widziałem właśnie pewną niekonsekwencję czy brak takiej zwykłej logiki, pomijając już aspekt wiary. Nie mogłem się z tym pogodzić, że Kościół tak łatwo się poddał, bez takiego głębszego badania, rozeznania: „dlaczego?”, „co to jest?”. Najbardziej oburzało mnie to, że mieliśmy, tak w Polsce jak i na Ukrainie, bardzo wielkie ograniczenia – do 10 osób, w Polsce było do 5 osób, które miały możliwość udziału w Eucharystii. W tym samym czasie, jak wspomniałem na homilii, 20 osób mogło jechać w autobusie czy w tramwaju. Nie mogłem tego zrozumieć. Jest też wiele różnych takich supermarketów budowlanych, które normalnie w czasie pandemii pracowały i ludzi było po prostu mnóstwo. Każdy chodził, dotykał. Ja sam byłem w tym markecie, tak po prostu żeby sprawdzić, i widziałem setki ludzi, którzy chodzili i kupowali. Niektórzy masek jeszcze wtedy nie mieli. Maski były na wagę złota, nie można było ich kupić. Dlatego zrobiliśmy ten wywiad. To nie był wywiad dla Polonia Christiana, tylko dla jednego z naszych portali katolickich na Ukrainie, a oni go później zdobyli. Ja nazwałem ten wirus „pobożnym”, bo mam wrażenie, że ludzie mogą się zarazić tylko w kościołach. Kościoły są otoczone taką szczególnie wielką kontrolą – brak wody święconej przy wejściu, te odległości, te różne ograniczenia, ta policja, która ciągle przyjeżdżała i sprawdzała. I to we mnie wywołało bardzo wielki bunt. Nie mogłem się z tym pogodzić. Apelowałem też do naszych biskupów, że powinniśmy coś zrobić. Na początku było to bezskutecznie, bo tak wszyscy na mnie patrzyli i nie mogli zrozumieć, dlaczego ja się tak buntuję. Niektórzy tłumaczyli mi, że mam taki młodzieńczy bunt, że jakby nie uzasadniony. Ale po bardzo krótkim czasie jednak wielu przyznało mi rację, że stoi za tym jakaś, powiedzmy, ideologia; że nie chodzi tutaj tylko o bezpieczeństwo ludzi, czy jakieś tam środki bezpieczeństwa, tylko przede wszystkim aby pandemia została wykorzystana po to, aby w taki sposób ludzi zniechęcić do Kościoła. Nawet jeden z Ministrów Zdrowia na Ukrainie powiedział po Wielkanocy w zeszłym roku, że mamy taką dużą ilość zakażonych, bo ludzie poszli na Wielkanoc do kościołów i do cerkwi. No i my jako Biskupi od razu zareagowaliśmy i napisaliśmy list w formie skargi, że w tym samym czasie działy się różne imprezy świeckie, odbywały się koncerty i nie było żadnych ograniczeń. Kościół był natomiast faktycznie bardzo prześladowany. Jest też jednak pozytyw z tego wszystkiego. Przez pierwsze 2 miesiące była ostra walka, bo ja osobiście z każdym Biskupem rozmawiałem. Potem żeśmy rzeczywiście mieli taką próbę reaktywizowania się i to przyczyniło się, że jeśli na jesień rozpoczęły się jakieś wprowadzania ograniczeń, myśmy przyjęli postawę, że żadnych ograniczeń przez państwo wprowadzanych nie będziemy respektować. Jesteśmy kościołem całkowicie oddzieleni od państwa, nie mamy Konkordatu i państwo właściwie w ramach Konstytucji nie ma prawa nawet wkraczać na nasz teren. I to rzeczywiście pomogło nam bardzo mocno. Nawet inne Kościoły poszły za naszym przykładem; myśmy nie wprowadzili ograniczeń. Na ostatniej Konferencji Episkopatu wydaliśmy nawet takie Rozporządzenie czy zachętę do wiernych, pisząc że „Kościół bez Eucharystii nie ma życia”, właśnie powołując się na tekst Kard. Roberta Saraha, że Eucharystia przez media nie jest w pełni przeżywana. Jest potrzebna obecność. Nie możemy być tylko przez media takimi pasywnymi uczestnikami tej Eucharystii tylko – jeśli to możliwe i jeśli ktoś nie ma rzeczywiście takich przeciwwskazań czy zagrożeń – to powinniśmy być normalnie w kościele. Ten dokument został opublikowany i powiem szczerze, że wierni z bardzo wielką serdecznością to przyjęli. Wielu dzwoniło czy mówiło mi w czasie wizytacji, że bardzo czekali na taką zachętę. Było też sporo ludzi, którzy mieli do mnie pretensje. Na przykład kiedy się wypowiadałem w mediach, że zapraszam ludzi do kościoła, żeby nie pozostali na poziomie medialnym, to spotykałem się z pretensjami ludzi. Mówili: „ja myślałem, że w ten sposób jestem posłuszny Kościołowi w ten sposób, że Ojciec Święty zachęca, a tutaj Biskup mówi, że jednak jest obowiązek uczestnictwa we Mszy św.” No i oczywiście różne były reakcje, ale swojego zdania nie zmieniłem. Uważam, że Kościół bez Eucharystii nie ma racji życia. Po prostu Eucharystia jest sercem życia Kościoła i myślę, że jakiekolwiek byłyby ograniczenia, czy jakiekolwiek byłyby statystyki pandemii, na pewno jest potrzeba, żebyśmy też rozsądnie robili, nawet jeśli trzeba odprawiać Eucharystię w małych wspólnotach. Byliśmy gotowi i praktykowaliśmy Eucharystię nawet po domach tak, żeby nie było kar związanych z przekroczeniem ilości ludzi, ale jest to podstawa naszego życia – wspólna modlitwa, wspólna Eucharystia.

Na starszych ludzi wpłynęło to szczególnie negatywnie, bo oni zostali tak wyalienowani i przestraszeni; a byli tacy, którzy codziennie przychodzili do kościoła i teraz już nie wrócili do tego kościoła, popadali w depresje, stany zachwiania psychicznego, bo przecież Eucharystia duchowo wzmacnia…

Tak, myślę, że media swoje zrobiły, bo oprócz tego, że jest pandemia i jest jakieś tam zagrożenie, które tam jest dziwnym sposobem rozprzestrzeniania się pandemii, mam wrażenie, że nie jest to pandemia taka, która wynikła sama z siebie, tylko jest to jakiś rodzaj biologicznej broni, która jest sztucznie rozpowszechniana. Mogę się mylić, nie chcę tutaj tworzyć jakiś teorii spiskowych, ale patrząc na te wszystkie… Bo należałoby na to wszystko tak logicznie popatrzeć. My po dziś dzień nie wiemy jakie jest źródło tego wirusa. Nie mamy żadnej informacji. Żadnych konsekwencji tych, którzy niby tam byli od początku tego wirusa. Nie mamy żadnego dochodzenia, żadnych publicznych debat. W naszym dzisiejszym świecie, gdzie jest jakiekolwiek wydarzenie, jest mnóstwo publikacji i dochodzeń dziennikarskich, a tutaj nic. Odnośnie szczepionki, wszystko okryte jest wielką tajemnicą, jak ta szczepionka została wyprodukowana, z kogo lub z czego ta szczepionka jest zrobiona, jakie są skutki tej szczepionki, na ile wystarczy ta szczepionka… Nikt o tym nic nie mówi. Dzisiaj otrzymałem informację, że Ministerstwo Zdrowia Ukrainy zrobiło taki krok w kierunku wszystkich liderów religijnych, że mogą poza kolejnością być zaszczepieni, żeby zachęcić w taki sposób ludzi. I ja otrzymałem taka wiadomość, czy ja jestem gotowy. Odpowiedziałem, że nie jestem gotowy, bo mam zbyt wiele pytań i brak odpowiedzi. Nie chcę mówić że szczepionka jest zła, tylko że dzisiaj jesteśmy ludźmi bardzo dokładnymi. Każdy z nas kiedy bierze do ręki lek, czyta co jest w tym leku, jakie są składniki, czy nie ma czegoś co by mi zaszkodziło, czy może mam na coś alergię. A tutaj po prostu nie ma informacji, wszystko jest takie utajnione. Cała ta medialna manipulacja związana z tymi szczepieniami i celebrytami. To jest wszystko tak dziwne, że aż śmieszne. Dlatego nie traktuję tego poważnie. Oczywiście nie jestem ekspertem i nie chcę się wypowiadać o skutkach, ale uważam, że jesteśmy w jakiś sposób oszukiwani i ktoś nam nie mówi w pełni prawdy. Dlaczego? Myślę, że się w końcu wszystkiego dowiemy. Natomiast my jako Episkopat na Ukrainie wydaliśmy oświadczenie, że zostawiamy ludziom wolną wolę, aby sami zdecydowali czy będą czy nie będą się szczepić.

14 sierpnia 2018 r. Rycerstwo Niepokalanej przy naszej parafii, podczas Mszy św. w procesji darów ołtarza wręczyło Tobie, drogi Ojcze Biskupie 2 tys. Cudownych Medalików jako dar dla Ukrainy. Od tamtego czasu nasz desant maryjny dla Ukrainy trwa. Wysłaliśmy na Twoje czcigodne ręce 27,5 tys. Cudownych Medalików. Zatem dzieło św. Maksymiliana przekroczyło granice Polski i trwa za Twoim pośrednictwem na Ukrainie.

Jest to wielkie dzieło dlatego, że właściwie dzięki waszej pomocy, wstawiennictwu św. Maksymiliana i opiece Matki Najświętszej, ja się stałem taki znany z tych medalików, bo gdziekolwiek przyjeżdżam, do jakiejkolwiek parafii, to ludzie już sobie przekazują, że będę. Nawet, pamiętam, w pewnej parafii przyniosłem do zakrystii i powiedziałem ministrantom, że te medaliki po Mszy mają rozdawać, ale jakoś się tam zapomnieli. Ja później po Mszy wyszedłem, a ludzie czekają i pytają o medaliki. No i widać było, że jest potrzeba. Zauważyłem, że bardzo wielu ludzi dzisiaj, może z takiego niedbalstwa, nieświadomości, obojętności, przestaje nosić jakiekolwiek symbole chrześcijańskie w ogóle. A dzisiaj najczęściej noszą jakieś tam np. na Ukrainie czerwone wstążeczki, a to już jest okultyzm, młodzież jakieś robi różne tatuaże, czasami do końca nie wie co to oznacza i dopiero później jak już sobie zrobi, to szuka po wschodnich kulturach jakiegoś wyjaśnienia. Po prostu nosimy jakieś przeróżne symbole, a często właśnie brakuje krzyżyka czy medalika. Dlatego wziąłem to sobie do serca, jak ludziom wręczam medalik, to mówię im o tym. I zawsze mówię: „Pamiętajcie, jest tam ulotka po polsku i po ukraińsku, każdy może sobie przeczytać, i żebyście potraktowali to poważnie, że to nie jest tak, że tylko sobie powiesisz na szyi medalik, który po prostu będziesz nosić aż ci się nitka przetrze i zapomnisz, tylko że wkraczasz na pewną drogę relacji przez Maryję z Bogiem.” Zachęcam ich przez to, że kiedy przyjmują te medaliki, żeby byli wierni Bogu jak Maryja. Zawsze też cytuję te słowa św. Maksymiliana „Chcę zdobyć świat dla Niepokalanej”, a dzisiaj chcę zdobyć was przez wstawiennictwo św. Maksymiliana dla Niepokalanej. I jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby ktoś mi powiedział, że nie chce przyjąć. Każdy przyjmuje i jeszcze pytają, czy mogą wziąć dla kogoś tam w domu chorego. Jeden z księży przyjechał do Kurii w innych sprawach, przyszedł do mnie i pyta, czy mógłby prosić jeszcze o 50 medalików, bo ludzie się go pytają, bo to, co mieli, już się rozeszło, a ludzie chcą te medaliki nosić. Myślę, że to jest dzisiaj bardzo potrzebne, bo to taki prosty gest, który nie niesie wielkiej wartości materialnej, jest wielkim darem duchowym. Ludzie, którzy otrzymują medalik, przeżywają to jako swoiste odrodzenie. Każde takie przyjęcie medalika buduje jaką taką bliższą relację. Dlatego myślę, że jest to ogromny dar. Ja rozdawałem medaliki przeważnie na terenie naszej archidiecezji. Ale czasami, kiedy wyjeżdżałem gdzieś poza granice diecezji, to brałem ze sobą medaliki, szczególnie z ulotką po ukraińsku, bo po polsku ludzie tam nie czytają, i wydawało im się to dziwne, i pytali „Ale możemy to sobie wziąć tak po prostu za darmo?”. Mówiłem: „Tak”. Dziwne im się to wydawało. Tylko – mówiłem – „musicie z wiarą go przyjąć i nosić, nie żeby tam gdzieś leżał, tylko nosić na swoim ciele, żeby ten medalik był rzeczywiście dla was tym uświęceniem”. Zawsze też pytam: „Czy zgadzacie się?”, żeby była to wolna wola i decyzja. I, jak mówiłem, nikt jeszcze nigdy nie odmówił i wszyscy chętnie go przyjmują.

Ja miałem takie zmartwienie przed kilkoma tygodniami: otworzyłem u siebie w biurze szafkę, gdzie stało pudełko z medalikami, i cały czas sądziłem, że ono jest pełne. I otwieram – a ono jest puste, medaliki wybrane. Zostało mi w samochodzie jedno małe opakowanie, które sobie przepakowałem, i tak sobie myślę: „Jejku, jak mi teraz bardzo tych medalików brakuje; do Polski pojechać nie mam teraz możliwości, a wiem, że w Krakowie czekają na mnie”. I tak się zmartwiłem, i poszedłem do kaplicy. U nas jest w kaplicy obraz Matki Bożej Niepokalanej. I modliłem się ”Marysiu, musisz teraz coś zrobić, bo ja nie wiem co zrobić”. No i poszedłem do pokoju i dzwoni mi telefon z Krakowa, brat franciszkanin ze Lwowa mówi „Dziucha słuchaj, jestem w Krakowie i bracia mi tutaj mówią, że są tu dla ciebie jakieś pudła, ja 4 ci nie wezmę ale 2 ci wezmę, bo mi 4 nie wejdą do samochodu. I przywiózł mi te 2. Jeszcze 2 czekają w Krakowie, ale myślę, będzie kolejna okazja.

Czcigodny Ojcze Biskupie, świat przeżywa obecnie nie tylko pandemię ale również kryzys wiary podsycany przez środowiska liberalne. Episkopat Ukrainy wystosował nawet w tej sprawie swoje braterskie pouczenie do Episkopatu Niemiec, jako jedyni w Kościele.

Ja jestem współautorem tego listu i jego inicjatorem. Ten list został ostatnio opublikowany. Cel publikacji tego listu nie był taki, aby upominać Biskupów niemieckich, bo od upominania Biskupów niemieckich jest Papież, on jest następcą św. Piotra. My, którzy byliśmy autorami tego listu, i inni Biskupi, podpisaliśmy się; podpisał się też Przewodniczący Episkopatu Arcybiskup Mokrzycki i jest to głos całego naszego Episkopatu. Cel był taki, aby ludziom, naszym wiernym, przypomnieć o depozycie wiary. Czyli nic się nie zmieniło. Depozyt wiary zostaje. Wszystkie inne manipulacje czy wprowadzanie zamętu w naukę Kościoła, jeśli chodzi o kwestie homoseksualne, są niezgodne z nauką Kościoła, czyli depozyt wiary pozostaje. Ten list został tak ukształtowany, żeby przypomnieć jaki jest depozyt wiary i na koniec jest modlitwa, że modlimy się za naszych braci Biskupów niemieckich. Dlatego każda nasza reakcja jako Episkopatu, gdy np. był likwidowany instytut Rodziny założony przez św. Jana Pawła II przy Watykanie, lub na te dziwne zachowania Episkopatu niemieckiego, nie jest naszym celem, aby komuś coś udowodnić; my przede wszystkim niesiemy odpowiedzialność za lud nam powierzony. Czyli te owieczki, które są pod naszą opieką, one powinny – patrząc na nas – mieć jasną pozycję. Nauka Kościoła jest taka, i my się twardo tego trzymamy. Jakie by nie były wiatry, jakie nie były by tam presje, czy jakieś tam tendencje polityczne, czy medialne manipulacje, my się trzymamy nauki Chrystusowej i tej Prawdy, która jest jedyna, która jest zawarta w Piśmie Świętym i tłumaczeniem tego jest Katechizm Kościoła Katolickiego czy inne dokumenty wydawane przez Stolicę Apostolską. Jest to przykre, że takie rzeczy się dzieją, że media dzisiaj tak wkraczają na pole życia duchowego ludzi i Kościoła. Jest to na pewno jakiś znak, że zaczął się jakiś proces ingerencji tych różnych lewackich mediów, które po prostu chciałyby to wszystko tak zmieszać. Jest jakaś taka tendencja stworzenia jednej powszechnej religii, która wszystkich akceptuje, religii uniwersalnej, taki jeden wielki kocioł. My się trzymamy nauki Chrystusowej i sądzę, że nie ma co tu za bardzo wymyślać. Po prostu należy częściej zaglądać do Pisma Świętego i na nim budować. Myślę, że dzisiaj brakuje trochę takiej odwagi, a w wielu Episkopatach brakuje takiej jedności. My mamy tę przewagę, że nas jest niewielu. Nas jest 15 Biskupów, takich powiedzmy czynnych. Mamy tę łatwość komunikacji. Nawet jeśli mamy różne poglądy, to możemy bardzo szybko się spotkać i pewne rzeczy od razu sobie poukładać. Zawsze jest cel – komu służymy: Bogu i ludziom. My nie mamy na Ukrainie łamania praw mniejszości seksualnych. Oni są przez państwo bardzo mocno dzisiaj brani pod opiekę, mają wszystkie prawa zapewnione. Mamy problem ze zwykłymi rodzinami. Nasze rodziny zwykłe, takie rodziny wielodzietne, mają problem. Ich prawa są łamane. Ich prawa są ignorowane przez państwo. Jeśli my jeszcze będziemy milczeć w Kościele, to już w ogóle jest źle. I po prostu bronimy tych, którzy naprawdę są poszkodowani, naprawdę są pod wielkim zagrożeniem: dzieci nienarodzone, osoby starsze, osoby schorowane, czy dzieci z jakimiś upośledzeniami. To ich prawa są w naszym państwie na Ukrainie, pomijane i ignorowane. I dlatego, jak pojawia się problem tych różnych mniejszości, tych orientacji seksualnych, my jesteśmy zdziwieni w ogóle, że na naszym terenie taki problem istnieje. Oczywiście ich nie osądzamy – wiadomo, grzech jest grzechem – ale to jest raczej kompetencja Pana Boga. Ale my powinniśmy bronić tych, którzy są naprawdę zagrożeni, których prawa powinny być bronione. Najbardziej właśnie prawa takich, tak jak mówi Pismo Święte: uchodźca, sierota i wdowa. I to są te osoby, które dzisiaj są najbardziej poszkodowane. W ciągu ostatnich lat parlament Ukrainy nie podjął żadnych kroków w obronie rodziny. Żadnych. Cytując Św. Jana Pawła II: „Rodzina jest podstawową komórką zdrowego społeczeństwa”. Jeśli nie będzie rodziny, to czego można się spodziewać od społeczeństwa?

Drogi Ojcze, zakończyłeś właśnie pracowite rekolekcje w naszej parafii. Twoje słowo było bardzo wyraziste i pełne troski a motto tych rekolekcji słowa św. Papieża Jana Pawła II: „Miłości bez krzyża nie znajdziecie – krzyża bez miłości nie udźwigniecie” są dla nas nauką i pocieszeniem.

Dziękujemy Tobie za ten trud.

Wywiad przeprowadzono 22.03.2021 r. o godz. 17:00.